Ward J.R. - Królowie bourbona 01 Królowie bourbona.pdf

(1839 KB) Pobierz
Książkę dedykuję mojemu ukochanemu dżentelmenowi z Południa
Johnowi Neville’owi Blakemore’owi Trzeciemu,
bez którego to przedsięwzięcie, jak i wiele innych, nie byłoby możliwe.
1
CHARLEMONT, KENTUCKY
Nad leniwie płynącą rzeką Ohio unosiła się mgła, niczym Boże tchnienie, a
drzewa rosnące przy drodze biegnącej wzdłuż rzeki od strony Charlemont
przybrały tak wiele odcieni wiosennej zieleni, że aby je ogarnąć, człowiek
musiałby dysponować szóstym zmysłem. Błękit nieba był przytłumiony i
matowy (na Północy takie zjawisko obserwuje się wyłącznie w lipcu), a choć
minęło dopiero wpół do ósmej, temperatura przekroczyła już dwadzieścia
stopni.
Był pierwszy tydzień maja – najważniejsze siedem dni w kalendarzu, z
którymi nie mogły się równać ani Boże Narodzenie, ani Święto
Niepodległości, ani sylwestrowe hulanki.
W sobotę miały się odbyć sto trzydzieste dziewiąte derby w Charlemont.
Co oznaczało, że wszystkich mieszkańców stanu Kentucky ogarniało
czystej krwi wyścigowe szaleństwo.
Lizzie King właśnie zbliżała się do zjazdu z autostrady prowadzącego do
jej pracy. Już od trzech tygodni funkcjonowała na pełnej adrenalinie, a na
podstawie doświadczeń z lat poprzednich wiedziała, że ten gorączkowy
nastrój nie opuści jej aż do czasu, gdy w sobotę wszystko zostanie
uprzątnięte. Tyle dobrego, że przynajmniej jechała, jak zwykle, w stronę
przeciwną niż wszyscy zmierzający do centrum, więc pokonywała trasę dość
szybko. Dojazd zajmował jej czterdzieści minut w każdą stronę, ale nawet w
Zgłoś jeśli naruszono regulamin