LECLAIRE.RTF

(3788 KB) Pobierz
Kl?twa nami?tno?ci


 

 

Day Leclaire

 

Klątwa namiętności

 

 

Tłumaczenie: Jan Sochoń


 

PROLOG

 

              – Nie zostawiaj mnie.

              Constantine Romano przymknął powieki i usiłował zachować spokój. Dobre imię i honor rodzinny wymagały, by natychmiast stąd wyjechał.

              – Weź mnie z sobą, błagam.

              Zielone zapłakane oczy Gianny Dante i opadające na szyję brązowe włosy tworzyły urzekający obraz. Poczuł, że podjęcie decyzji przerasta jego siły.

              – Przydam się, zobaczysz.

              Był rozdarty pomiędzy obowiązkiem a namiętnością. Ujął twarz Gianny w dłonie i pocałował w usta. Pociągała go niezwykłym kobiecym magnetyzmem, zachwycała inteligencją, emanowała nieziemskim seksapilem.

              Poznali się przy okazji ślubu jego siostry Ariany z kuzynem Gianny o imieniu Lazz. Constantine dobrze pamiętał moment, kiedy jego mocne dłonie napotkały jej delikatne palce. Spłynęła na niego gorąca kaskada pożądania, zmysłowy ogień rozpalił go nienasyconym płomieniem.

              Wewnętrzny głos podszeptywał grzeszne polecenia: Kochaj się z nią.

              Zrób z niej niewolnicę…

              – Bardzo bym chciał, żebyś wyjechała ze mną. – Kochał ją do szaleństwa, i to od pierwszej chwili. – Nie wiem, jak to możliwe, że po tak krótkim czasie nabrałem pewności, że pragnę z tobą spędzić resztę życia.

              Spuściła oczy, a on poczuł, że najchętniej posiadłby ją tu i teraz, zdawał sobie jednak sprawę z tego, że miłość przed ślubem splamiłaby honor zarówno ich, jak i obu rodzin. Podejrzewał, że Gianna jest dziewicą, chociaż mu tego nie mówiła. Wiedział też, że nie poprosi o jej rękę, zanim finansowo nie stanie na nogi.

              – Nie mogę przestać o tobie myśleć – wyznała cicho. – Nie chcę, żebyś wyjeżdżał.

              Objął ją w pasie i przytulił. Ich ciała przylgnęły do siebie jak dwie połówki serca.

              – Też nie chcę wyjeżdżać, piccola, ale nie stać mnie na małżeństwo.

              Muszę wrócić do domu, do Włoch – wyjaśnił.

              – Na jak długo?

              Nie znał odpowiedzi.

              – Bez pieniędzy nie jestem w stanie założyć rodziny. – Delikatnie położył palec na jej ustach. – Tak nie można. Nie potrafię zrezygnować z zasad, które wpajano we mnie od dzieciństwa. Wrócę tak szybko, jak się da. Wtedy oficjalnie poproszę cię o rękę. Przysięgam na honor rodu Romanów.

              Mogłaby podważyć jego argumentację, doprowadzić do tego, że zabrakłoby mu słów i mądrych uzasadnień, lecz coś sprawiło, że tylko westchnęła.

              – Zgoda. Poczekamy. Będziemy do siebie dzwonić. – Z trudem powstrzymywała łzy. – I pisać mejle, dobrze? Jak tylko będę mogła, kupię bilet i przylecę. A ty mnie odwiedzisz w czasie urlopu.

              – Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli będziesz mnie rozpraszać, nie dam rady. To bardzo ważne, jeśli mam szybko wrócić.

              Nie wierzyła własnym uszom.

              – Jak to? Nie rozumiem, o czym mówisz.

              – Mam na myśli odwiedziny, telefony i listy. To mi nie pomoże.

              Jeśli mam szybko wrócić, muszę skupić się wyłącznie na pracy.

              – O nie, tego nie zniosę. Żadnych telefonów? Nawet jednego mejla?

              – jęknęła z rezygnacją.

              Poczuł jej ból w sercu, ale już nie mógł się wycofać.

              – Zrozum, piccola, to jedyny sposób. Musisz mi zaufać.

              Otarła łzy z oczu.

              – Jak uważasz. Ale wrócisz szybko, prawda? – spytała z nadzieją.

              – Tak, jak najszybciej – obiecał.

              Nie mógł dłużej zwlekać. Pragnął spojrzeć na nią po raz ostatni, ale nie odwrócił się ani razu. Z każdym krokiem coraz silniej odczuwał swoistą...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin