Adam Doboszyński
ELITA
Krążenie elit. Yilfredo Pareto, wielki socjolog włoski, pierwszy bodaj postawił problem określany w nauce jako "krążenie elit". Zaobserwował on, że w każdym społeczeństwie, na tle jednostajnej i szarej masy ludzkiej, odcinają się jednostki górujące zdolnościami nad ogółem. Rodzą się one w każdej warstwie społecznej; w prawidłowo zbudowanej społeczności jednostki te powinny mieć możność wydostania się na sam wierzch drabiny społecznej. O ile to nie nastąpi, o ile na wierzch wydostanie się ktoś mniej wybitny, a ten wybitniejszy zmuszony będzie marnować swe zdolności poniżej należnego sobie miejsca - zmarnowana jednostka nie tylko nie przysłuży się społeczeństwu, lecz przeciwnie w większości wypadków stanie się rozsadnikiem niezadowolenia, a nawet buntu. Rewolucje wybuchają tylko w krajach, w których dołach społecznych uwięzgnie dużo utalentowanych jednostek; to uwięzgnięcie jest objawem wadliwego krążenia elit - przeszkód przy wznoszeniu się zdolnych w górę i opadaniu miernot w dół.
Nie ulega wątpliwości, że zagadnienie to należy do najważniejszych w każdym ustroju, toteż ze zdumieniem musimy stwierdzić, że choć kilkadziesiąt lat minęło od chwili ogłoszenia teorii Pareta, prace poświęcone temu zagadnieniu wyliczyć można na palcach obu rąk, przy czym mają one na ogół charakter fragmentaryczny; dzieła, dającego teoretyczny całokształt tego problemu, nowoczesna nauka jeszcze nie wydała. Cóż to np. za pasjonujący temat dla socjologa polskiego - zahamowanie krążenia elit w Polsce od Wazów po r. 1939,' lub to samo zjawisko w Rosji przedrewolucyjnej... Od lat z rosnącym zdziwieniem obserwuję fakt, jak niewiele i jak niepoważnie na ten temat się pisze; doszedłem w końcu do wniosku, że dzieje się tak, ponieważ sterujące nauką współczesną koła masońskie nie są zainteresowane w szerzeniu się znajomości tego zagadnienia, zastrzeżonego (jak wszystkie zagadnienia "personalne") dla odpowiednich komórek lożowych.
Prawidłowo zorganizowane społeczeństwo nie może się obyć bez ośrodka, prowadzącego gospodarkę materiałem ludzkim. Naród kierowany świadomie musi prowadzić racjonalną gospodarkę jednostkami uzdolnionymi, stanowiącymi cenne dobro społeczne. Czytałem nie dawno opracowany w Londynie w czasie ubiegłej wojny projekt administracji Polski, w którym uderzyło mnie jako zupełne novum, że autor zamierzał stworzyć przy każdym urzędzie wojewódzkim oraz przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych urzędowe komórki, mające za zadanie gospodarkę zasobami personalnymi narodu. Myśl to słuszna i nowa, jeśli chodzi o jej jawną realizację, nie ulega bowiem wątpliwości, że zrealizowano ją już od dawna w każdym opanowanym przez masonerię społeczeństwie w specjalnie do tego celu powołanych komórkach masońskich, które prowadzą ewidencję wszystkich wybitniejszych ludzi i gospodarują nimi dla celów, związanych z ogólną linią masonerii. Że tak jest w istocie, tego dowodzi choćby słynna "afera kartoteki", która wstrząsnęła Francją w roku 1902. Wyszło wówczas na jaw, że Wielki Wschód prowadził szczegółową kartotekę wszystkich oficerów armii francuskiej, ze szczególnym uwzględnieniem ich przekonań religijnych, politycznych itp. Awanse i przydziały oficerów uzależnione były od tej kartoteki.
***
Nie mogę się tu kusić o wyczerpującą rozprawę o "krążeniu elit", gdyż temat to bardzo obszerny i na studia nad nim należałoby poświęcić parę lat życia, a na spisanie wyników kilkaset stron druku. Główne punkty tego zagadnienia musimy tu jednak poruszyć. A więc, przede wszystkim, z jakich elementów składa się "elita"?
Do "elity" należy zaliczyć: 1. jednostki szczególnie uzdolnione w każdym kierunku, a więc naukowo, gospodarczo, artystycznie, organizacyjnie, wojskowo, politycznie itp.; 2) jednostki o typie "przywódczym"; 3) środowiska dziedziczne, dzięki którym jednostka utrzymuje się w "elicie": a) w korzystnym wypadku - dzięki otrzymaniu starannego wychowania i wykształcenia, b) w złym wypadku - dzięki przywilejom, bezwładowi i przymusowemu zahamowaniu "spadania elit zużytych".
Zagadnienie krążenia elit ma więc dwie strony: jedna tyczy grup elitarnych dziedzicznych, druga jednostek wybitnych, wyrastających z masy. Ta druga strona zagadnienia łatwiejsza jest do rozwiązania od pierwszej. W społeczeństwach zachodnich uchodzi za dogmat, że zdolne dziecko, choćby urodzone z nędzarzy, powinno mieć możność ukończenia wszelkich studiów, do najwyższych włącznie. We Francji czy Wielkiej Brytanii zdolne dziecko zostaje "wykryte" koło dziesiątego roku życia i od tej chwili staje się własnością społeczeństwa. Jest to fundamentalna zasada prawidłowego krążenia elit, po prostu ABC w tej dziedzinie. Nie jest do pomyślenia, by w nowoczesnym społeczeństwie pasł krowy chłopiec, którego natura obdarzyła zdolnościami na poziomie uniwersyteckim. W Polsce Odrodzonej nie rozumiano niestety tego dogmatu. Na wsi małopolskiej aż po wielkie przesilenie lat 1930-tych posyłanie do gimnazjów chłopców zdolnych, choćby nawet najbiedniejszych, było regułą; dopiero na skutek szeregu "reform", przypadających na lata straszliwego przesilenia gospodarczego 1929/35, krążenie elit na najważniejszym dla Narodu odcinku rolnym uległo całkowitemu zahamowaniu. Z niedużej wioski podkrakowskiej, w której mieszkałem, posyłano od lat co najmniej czterdziestu do gimnazjum po dwóch lub trzech chłopców równocześnie; po roku 1930 nie było żadnego. Skutkiem takiego stanu rzeczy zaczęła się wieś nasza w latach 1938/39 roić od podrastających chłopców o dużych zdolnościach, lecz bez wykształcenia, którzy wyżywali się bardzo jednostronnie w różnych organizacjach młodzieży, stanowiąc materiał na wykolejencow. Gdy sprawa urosła do rozmiarów niepokojących, kazał premier gen. Sławoj-Składkowski ustanowić w każdej gminie zbiorowej po dwa stypendia na kształcenie najzdolniejszych chłopców. Sama myśl, będąca dalekim echem urządzeń francuskich, była oczywiście słuszna, choć ujęta w sposób uproszczony, bez stworzenia odpowiednich ciał desygnujących kandydatów, z sztywnym ograniczeniem ich liczby do dwóch z gminy, co czyniło nie więcej, niż kilka tysięcy na obszar całej Rzeczypospolitej (cyfra jaskrawo niedostateczna), z obciążeniem tymi stypendiami finansów gminnych2 zamiast państwowych itp. Mimo tych braków był to jednak pewien postęp.
W środowiskach elitarnych występuje zjawisko dziedziczenia zdolności, coraz to silniej akcentowane ostatnio przez naukę. Rzecz jasna, że jednostka wybitnie zdolna góruje nad ogółem bez względu na to, w jakim środowisku się urodzi. Z praw7 genetyki wynika jednak, że dzieci środowisk elitarnych posiadać muszą nieco wyższy od masy poziom przeciętnych uzdolnień, co idąc w parze ze staranniejszym wychowaniem i wykształceniem zwykło im dawać możność dziedzicznego, na szereg pokoleń, utrzymania się w elicie. Ten problem dziedzicznych ośrodków elitarnych^ przesłonięty dziś oparami namiętności i sporów, stanowi - obok niechęci masonerii do dania wglądu do tych spraw ludziom "niepowołanym" - główną trudność do bezstronnej i beznamiętnej analizy "krążenia elit". Zresztą, wbrew szeroko rozpowszechnionym poglądom, dziedziczne grupy elitarne nie koniecznie należą do t.zw. "klas uprzywilejowanych", lecz w wielu wypadkach stanowią właśnie uprzywilejowane oazy w łonie warstw niższych, że wymienię choćby francuski system cechowy w okresie jego zwyrodnienia, od wieku XVI po Wielką Rewolucję, kiedy to "majstrowie" tworzyli zamkniętą w sobie, nieledwie dziedziczną grupę, do której rzadko dopuszczano czeladnika, nie będącego synem lub zięciem jednego z majstrów. Zahamowanie krążenia elit na odcinku rzemieślniczym było jedną z bolączek życia francuskiego w XVIII wieku, to też rozwiązanie cechów stało się jednym z pierwszych i to bardzo popularnych posunięć Wielkiej Rewolucji. Również uformowanie się we Francji w XVI i XVII wieku ąuasi-dziedzicznej warstwy urzędniczej nieszlacheckiej, w której stanowiskami państwowymi handlowano za gotówkę, przyczyniło się niemało do zwyrodnienia ustroju francuskiego.
W Polsce największą elitarną grupą dziedziczną jest dziś warstwa chłopów pełnorolnych. Postulat ustawowego obwarowania "zagród dziedzicznych" wynika z dążenia do utrwalenia tej grupy. Postulat ten wydaje się słuszny, realizując go należ}'jednak mieć na uwadze, by nie uczynić tego w sposób zbyt sztywny, hamujący krążenie elit na odcinku chłopskim.3
Podkreślam raz jeszcze, że nie zamierzam tu bynajmniej wyczerpać ani nawet dokładniej zarysować temat krążenia elit, pragnę tylko zwrócić uwagę czytelnika na fakt, że problem ten istnieje i stanowi jedno z zasadniczych zagadnień ustrojowych, wymagających gruntownego opracowania. Któż może bowiem mówić np. o ustroju dawnych Prus, zamykając oczy na istnienie w nich grup elitarnych takich jak dziedzicznej warstwy junkierskiej, częściowo dziedzicznych warstw oficerskiej i urzędniczej itp.? Istnienie tych grup było faktem socjologicznym; można je było popierać lub tępić, nie wolno ich było ignorować. I w Polsce mamy dwie wielkie dziedziczne grupy elitarne, chłopską i szlachecką (tę ostatnią dziś już o charakterze dziedziczenia kultury raczej niż ziemi), nie licząc grup mniejszych;4 grupy te, z całym zespołem swych wad i zalet, stanowią ostoję Narodu, to też każdy atak naszych wrogów kieruje się przede wszystkim na te dwie grupy. Ktokolwiek rozważając polski ustrój zapomni o nich - zbłądzi. Fatalnie natomiast na dziejach Polski zaciążył brak elitarnej grupy mieszczańskiej.
Dziedziczna elita robotnicza nie zdołała się jeszcze u nas wykształcić, gdyż robotnik polski w pierwszym lub drugim pokoleniu wywodzi się z chłopa. Istnienie elity robotniczej wydać się dziś może zbędne, nie ulega jednak wątpliwości, że zupełne wyługowanie warstwy robotniczej z wszelkich elementów przywódczych utrudniłoby znacznie, a może i uniemożliwiłoby funkcjonowanie korporacji zawodowych i samorządu fabrycznego. Problem ten wszedł ostatnio na porządek dyskusji w W. Brytanii, gdzie w drugiej połowie XIX wieku kształcenie zdolniejszych chłopców z warstw niższych nie było jeszcze tak sprawnie zorganizowane, jak w ostatnich dziesięcioleciach, to też w warstwie robotniczej pozostawało wówczas sporo zdolnych ludzi, z których wywodzili się późniejsi jej przywódcy. Dziś natomiast brytyjska młodzież robotnicza jest zupełnie wyługowana z elementów elitarnych, toteż słyszy się coraz częściej utyskiwania, że poziom przywódców robotniczych obniża się. Ten problem "ługowania" warstw, pracujących fizycznie, z jednostek o umysłach lepiej rozwiniętych, jest niezmiernie aktualny również dla społeczeństw chłopskich i - o ile nie będzie odpowiednio rozwiązany - może zagrozić wszelkim koncepcjom korporacyjnym. Jego rozwiązanie wydaje się polegać na dokształcaniu tych jednostek przywódczych, których zdolności i osobowość wybijają się dopiero w wieku pozaszkolnym.
Pareto dzieli elitę na dwie zasadnicze kategorie: na elitę rządzącą i nie-rządzącą (mówiąc językiem potocznym na polityczną i a-polityczną). Do elity nie-rządzącej należą wybitni lekarze, naukowcy, technicy, artyści, powieściopisarze, duchowni itp. Rzecz prosta, członek kategorii a-politycznej może również próbować przedostać się do elity rządzącej, ale wielu wypadkach nie uda mu się to; życie polityczne wszystkich krajów zaśmiecone jest wybitnymi profesorami, adwokatami, inżynierami itp., którzy- na arenie politycznej wykazują nieraz zupełny brak zdolności.
Jaką drogą wybitnie zdolna jednostka wydostaje się na należny sobie poziom w swym przyrodzonym kręgu działania? Dla obu powyższych kategorii elity wspólny jest start: wykształcenie, rozpoczęcie pracy. Przed elitą nie-rządzącą stoją po tym otworem drogi awansu przeróżne i w wielu wypadkach nieszablonowe; przemysłowiec czy artysta wybije się tym łatwej, im mniej utartych chwyci się szlaków. Elita polityczna ma natomiast tylko dwie drogi wzwyż: wyboru lub nominacji (wzgl. kooptacji, będącej jedną z form nominacji).
Wybór wyłania (w normalnych warunkach) przede wszystkim średniaków - w których masa widzi swe dokładne odzwierciedlenie - a ponadto tych nielicznych członków elity, którzy dzięki szczególnemu zespołowi wad i zalet (nieraz głównie wad) potrafią się wkraść w łaski masy. Wybór nie wyłoni natomiast nigdy człowieka bardzo zdolnego, może nawet genialnego, lecz pozbawionego umiejętności czy chęci czy czasu na podobanie się tłumom. Trudno sobie wyobrazić np. wybór członków Akademii Umiejętności, Sztabu Generalnego, M.S.Z., Dyrekcji Lasów Państwowych itp. przez ogól obywateli. Rekrutacja masonerii oparta jest również wyłącznie na nominacji (względnie kooptacji). Wszędzie, gdzie trzeba wyłowić z masy jednostkę zdolną, nominacja jest metodą bez porównania skuteczniejszą od wyboru.
Wielu ludzi, w szczególności wszyscy t.zw. totaliści, wyciągają z tego wniosek, że całą hierarchię społeczną, od góry do dołu, formować należ)' wyłącznie drogą nominacji. Zasadę tę przeprowadzono integralnie w państwach totalnych (a dawniej już wiele razy w tyraniach, dyktaturach itp.), gdzie wybór albo zanikł zupełnie, albo sprowadzony został do rzędy farsy. I rzeczywiście, przy przejściu z ustroju t.zw. demokratycznego, z jego przerostem wyborów, na ustrój czysto nominacyjny, obserwujemy zazwyczaj początkowo znaczne zwiększenie sprawności i dynamiki społecznej, związane z faktem, że drogą nominacji wydostaje się na właściwe miejsca duża część elementów przywódczych, które w ustroju wyborczym nie miały żadnych widoków społecznego awansu, W późniejszej natomiast fazie widzimy objaw odwrotny: w dołach społeczeństwa zaczynają się gromadzić elementy' przywódcze, elitarne, które na skutek wadliwego działania systemu nominacyjnego (przy braku możliwości wydostania się na wierzch drogą wyboru) nie miały możności wybicia się. W rezultacie, po dłuższym praktykowaniu systemu czysto nominacyjnego przejście na system wyborczy daje z kolei objawy dynamizmu i sprawności, związane z awansem pominiętej dotychczas części przywódców.
System totalnie nominacyjny pociąga za_sobą dwa skutki ujemne. Skutek pierwszy: po pewnym czasie następuje u góry zaskorupienie; krążenie elit ustaje z powodu nie odpadania od władzy ludzi, których zdolności osłabły na skutek wieku, choroby, rozleniwienia, demoralizacji itp. Jak wiemy, główna trudność każdego ustroju polega na utrzymaniu pełnego krążenia elit, t.zn. na wymuszeniu ruchu nie tylko w górę, lecz i w dół, przed czym zainteresowani bronią się ze wszystkich sił. Zahamowanie krążenia następuje w ustrojach totalnych nieledwie automatycznie, a u władzy ustala się klika, która dokonuje nominacji coraz to wadliwiej, zostawiając po za procesem krążenia rosnącą ilość elementów przywódczych.
Skutek drugi systemu totalnego polega na wytworzeniu się u ludzi pewnego kompleksu nominacyjnego, będącego odpowiednikiem t.zw. kompleksu wyborczego. Tu trzeba się łasić masom, tam rządzącym. W rezultacie w systemie czysto nominacyjnym wydostają się w górę ludzie nie ze względu na swoje zdolności, lecz dlatego, że umieją przypodobać się rządzącym i przełożonym i "żyć" z nimi.
Oba te skutki, a mianowicie: zaskorupienie góry oraz wytworzenie się "kompleksu nominacyjnego" w dołach, prowadzą po pewnym czasie do zupełnego przekreślenia korzyści systemu nominacyjnego.
Wszystko co powiedziano powyżej o ustroju nominacyjnym odnosi się - mutatis mutandis - do ustroju czysto wyborczego. I tu następuje z biegiem czasu zaskorupienie góry oraz "kompleks wyborczy" na dole; i tu wiąże się to z całkowitym spaczeniem krążenia elit. W praktyce ustrój czysto wyborczy nie utrzyma się na dłuższą metę, gdyż rozniosą go niezużytkowane, gromadzące się w dole elementy przywódcze. Natomiast ustrój czysto nominacyjny może utrzymywać się w nieskończoność, o ile zada sobie trud systematycznego usuwania (przy pomocy kuli, trucizny, obozu koncentracyjnego itp.) nie włączonych w ustrój elementów przywódczych.
Są to jednak wypadki skrajne. W praktyce większość ustrojów przedstawia mieszaninę nominacji i wyboru. W szczególności mieszaninę taką przedstawiają t.zw. demokracje nowoczesne, w których - obok wyboru - stosowany jest szeroko tajny awans nominacyjny yy ramach masonerii. Jeden z najczęściej przez masonerię stosowanych tricków polega na wmawianiu społeczeństwom demokratycznym, że wszystkie stanowiska obsadza się u nich z wyboru. W rzeczywistości gros stanowisk obsadza się w tych społeczeństwach nominacją tajną - boć nawet kandydatów na posłów do parlamentu wyznaczają organizacje partyjne na podstawie dyrektyw lożowych, a w skutek opanowania przez masonerię finansów, prasy i administracji yyybór kandydata, nie mającego jej aprobaty, należy' do wyjątków. Nie popadajmy jednak w odwrotną przesadę twierdząc, że tym samym wyborca pozbawiony jest zupełnie wpływu na rządy, gdyż sam fakt, że kandydat musi być strawny dla wyborców, wpływa już w dużej mierze na jego wyznaczenie i zmusza ludzi, którzy- wiedzą, że będą musieli przejść przez urnę wyborczą, do stosowania swego postępowania do upodobań wyborców. Poza tym sama technika wyborów. no i konieczność zachowania pozorów, zmuszają nieraz masonerię do wystawienia kilku kandydatów masońskich przeciw sobie. W wypadku takim wybrany będzie ten, kto spodoba się lepiej wyborcom, co znów wpływa prewencyjnie na zachowanie się wielu przyszłych kandydatów. Poza tym masoneria musi zabiegać o względy ludzi, o których wie, że i bez jej poparcia dostaną dostateczną ilość głosów. Wolno nam więc postawić twierdzenie, że nowoczesna demokracja stanowi kompromis między zasadą wyboru, a zasadą nominacji tajnej.
Pojąwszy to zrozumiemy, dlaczego w krajach katolickich istnieją tak silne opory przeciw temu systemowi. W wielu wypadkach ludzie nie wiedzą tam nawet o istnieniu masonerii i wywieranym przez nią wpływie i posądzają raczej partie polityczne, plutokrację, finansjerę itd o paczenie wyborów, w każdym jednak razie obserwują, że system wyborczy nieodmiennie wynosi do góry ludzi nie najlepszych, ale jednostki o pewnym szczególnym typie psychicznym.
W Polsce, gdzie masoneria była stosunkowo mało na prowincji rozgałęziona i skutkiem tego groziło jej niebezpieczeństwo wypuszczenia wyborów sejmowych z ręki, poradzono sobie wprowadzając państwowe list} wyborcze (nie znane we Francji, Anglii i Stanach Zjednoczonych), dzięki którym rezydujące w stolicy sztaby partyjne (przetkane gęsto masonami) zachowały decydując}' wpływ na nominację kandydatów. W rezultacie Sejmy polskie składały się przeważnie z miernot, ale nie z miernot odzwierciedlających przynajmniej przeciętnych Polaków, lecz z miernot dogodnych szafarzom tajnej nominacji. Dodajmy od razu, że ostatnie dwa Sejmy nasze przed r. 1939, choć na pozór nominowane przez Rząd, nosiły również na sobie ten sam stempel nominacji tajnej, z tą jedynie różnicą, że przy poprzednich Sejmach kandydat musiał być w pewnej mierze strawny i dla wyborców, a przy ostatnich dwu Sejmach wymagano odeń już tylko strawności dla masonerii i obozu rządzącego.
Rzecz oczywista, że w społeczeństwie, które się tak sprymitywizuje politycznie, jak się to stało u nas w latach 1930/39, jakikolwiek system, czy wyboru czy nominacji, staje się parodią.
Reasumując: prawidłowe konstytuowanie się elit}' rządzącej wymaga oparcia awansu politycznego równocześnie na wyborze i na nominacji jawnej.
Trzeba sobie jasno uświadomić, że te dwie metody pozostają z reguły z sobą w konflikcie. Ludzie wybrani i ludzie mianowani (jako ulepieni z innej gliny) nie lubią się i ścierają się. O to też chodzi. Krążenie elit ma naturalną tendencję do utykania i należ}' je wymuszać ciągłymi starciami indywidualności i idei. Nie ma krążenia bez różnicy napięć, nie ma ustroju bez walki. Rzecz w tym, by reguły tej walki były zdrowe, a sama walka by działała na społeczeństwo hartująco, a nie rozkładające. Wychowanie elity. W każdym społeczeństwie istnieje pewna dwustopniowość na drodze do władzy. Przeciętną jednostkę kształtują rodzina, szkoła i otoczenie, oraz system religijny i obyczajowy środowiska. Takie kształcenie wystarcza przeciętnemu człowiekowi do przejścia przez życie. Jeśli jednak ten człowiek ma przewodzić innym, powinien otrzymać dodatkowe wykształcenie umysłu i charakteru, którego zwykłe otoczenie dać mu nie może. Płynie stąd zjawisko, powtarzające się we wszystkich czasach i u wszystkich ludów, że z masy społecznej wyłaniają się - takim czy innym sposobem
- grupy ludzi podległych wyższym kryteriom wykształcenia i bardziej skomplikowanym normom etycznym, z których to grup rekrutują się dopiero rządzący. Rzecz prosta, że do rządów dochodzą również i jednostki z poza tych grup, ukształtowane według wzorca przeciętnego obywatela; są to jednak wyjątki, nie obalające zasadniczej reguły, którą w dalszych naszych rozważaniach określać będziemy jako regułę dodatkowego wychowania przywódców (elity').
Reguła ta obowiązuje w każdym społeczeństwie; możnaby pisać grube tomy ilustrujące jej działanie - lub zawodzenie - na przestrzeni dziejów. W tym miejscu ograniczymy się do przypomnienia, w jaki sposób regułę dodatkowego wychowania elity realizowały czołowe ustroje świata takie jak Ateny, Rzym, średniowieczna i nowożytna Europa.
W trzech pierwszych wypadkach dodatkowe wychowanie odbywało się w ramach warstw dziedzicznych; na inne rozwiązanie nie pozwalał jeszcze prymitywizm urządzeń społecznych, a przede wszystkim krótkość życia ludzkiego (człowiek nowoczesny żyje przeciętnie dwa razy dłużej od starożytnego). Dopiero czasy nowożytne stworzyły
- w postaci masonerii - pierwszą w dziejach organizację dodatkowego wychowania elity niedziedzicznej.
Jak wiadomo, słynne demokracje ateńska i rzymska opierały się na warstwach uprzywilejowanych. Demokracją ateńską rządzili ludzie wolni, stanowiący mały tylko odsetek ludności kraju. Wolni Ateńczycy tworzyli warstwę elitarną wysoko wykształconą, z której rekrutowali się rządzący. W demokracji rzymskiej stanowiska przywódcze (konsulów i kwestorów) zastrzeżone były dla członków warstwy patrycjuszowskiej, chowanych od dziecka w sposób, uzdolniający ich do przewodzenia.
Europa średniowieczna wyłoniła szlachtę na wsi i patrycjat w mieście. Obie te warstwy otrzymywały wychowanie szczególnie staranne i miały wyższe normy zachowania się; z nich rekrutowali się rządzący, uzupełniani dopływem elementów świeżych poprzez stany duchowny i mieszczański. W miarę wyrodnienia ustroju średniowiecznego rolę warstwy uprawnionej do rządzenia monopolizuje szlachta, obwarowująca się coraz wyłącznej prawem dziedziczności. Prowadzi to do stosunków nieznośnych. I wówczas to z początkiem XVIII wieku pojawia się masoneria, która w sposób systematyczny, rezygnując z dziedziczności, organizuje elitę ludzkości i daje jej dodatkowe wychowanie. W XIX i XX wieku w społeczeństwach zachodnich niewielu można wy...
ArcykaplanNajwiekszy